Data wydarzenia
14 kwietnia 2026

Kanon, pop i cała reszta. Czy popkultura i sztuka naprawdę stoją po przeciwnych stronach?


Podział na kulturę wysoką i popularną nadal porządkuje język, którym mówi się o sztuce, gustach i prestiżu, ale nie opisuje już tak dobrze doświadczenia odbiorcy. Ta sama osoba potrafi w jednym tygodniu obejrzeć serial, pójść na koncert plenerowy, przeczytać reportaż i zatrzymać się przy wystawie, nie mając poczucia, że za każdym razem przekracza granicę między osobnymi światami. Ten dawny porządek wciąż wpływa na nasze oceny – nie warto więc udawać, że różnice ambicji, stopnia formalnego skomplikowania i instytucjonalnego prestiżu przestały istnieć. Widać jednak, że kultura nie układa się już w dwa odrębne obozy, lecz działa na styku estetyk i formatów, a to, co miało porządkować odbiór, nieraz go upraszcza.

Skąd się bierze potrzeba porządkowania kultury według prestiżu?

Tworzenie hierarchii daje poczucie ładu. Pozwala szybko oddzielić dzieła uznawane za wymagające od tych kojarzonych z rozrywką, masowością i lekkością. Ten odruch wykracza poza samą estetykę: mówi coś o naszych aspiracjach, wyrobieniu, pozycji społecznej i przynależności do określonego środowiska. Wyraża również potrzebę symbolicznego odróżnienia się od innych. Dlatego język prestiżu wraca w dyskusjach o kulturze, nawet wtedy, gdy faktyczne wybory odbiorców są znacznie bardziej swobodne niż ich publiczne deklaracje.

Samo porządkowanie kultury nie sprowadza się więc wyłącznie do chęci pokazania, że ma się lepszy gust. Pomaga uchwycić różnice dotyczące poziomu formalnego, zakorzenienia w tradycji, warsztatu twórcy czy intencji stojącej za powstaniem dzieła. Problem zaczyna się wtedy, gdy taki podział przestaje pomagać w rozumieniu kultury, a zaczyna zamykać ją w gotowych szufladach. Wtedy z pola widzenia znika to, co w niej najbardziej żywe, nieoczywiste i warte uwagi.

Historyczny sens podziału na kulturę wysoką i popularną

Rozróżnienie na kulturę wysoką i popularną przez dekady było osadzone w bardzo konkretnym porządku społecznym i instytucjonalnym. Dostęp do edukacji, instytucji kultury i ugruntowanego kanonu pozostawał mocno ograniczony – poszczególne obiegi funkcjonowały więc bardziej osobno. Obcowanie z dziełami klasycznymi kojarzyło się z kompetencją, wtajemniczeniem oraz wysoką rangą symboliczną. Z kolei formy popularne w klasycznych ujęciach łączono przede wszystkim z szeroką dostępnością, powtarzalnością i funkcją rozrywkową.

Taki podział długo pomagał opisywać kulturę i wyrastał z tego, jak była ona zorganizowana oraz jak się z nią obcowano. Nie był więc wyłącznie sztucznym schematem ani oznaką wyższości. Także dziś potrafi uchwycić część różnic między dziełami bardziej wymagającymi a tymi nastawionymi na szerszy odbiór. Nie daje jednak już pełnego obrazu, ponieważ współczesne doświadczenie kultury nie układa się w dwa tak wyraźnie oddzielone porządki.

Coraz słabszy opis współczesnego doświadczenia

Współczesny odbiorca korzysta z wielu form kultury równolegle i nie musi za każdym razem rozstrzygać, jak układają się relacje między funkcją rozrywkową a ambicją artystyczną danego utworu. Podobną swobodę widać u samych twórców. Artyści mieszają rejestry, pożyczają języki wyrazu i łączą klasykę z estetyką internetu, mediami masowymi czy formami popularnymi. Uczestnictwo w kulturze ma dziś bardziej charakter sieciowy niż pionowy. Nie polega już na przechodzeniu od rzeczy lekkich do ambitnych, lecz na ruchu między różnymi sposobami odbioru.

Film potrafi zainspirować do przeczytania eseju, popularny serial może prowadzić do rozmów o historii, a udział w koncercie może z kolei obudzić zainteresowanie poezją. Ten obraz wzmacniają także dane Głównego Urzędu Statystycznego. Publikacja Uczestnictwo ludności w kulturze w 2024 r. ujmuje uczestnictwo w kulturze poprzez zróżnicowane praktyki, opinie o ofercie kulturalnej w miejscu zamieszkania, wydatki, tradycje i przekroje społeczne. Dzięki temu lepiej widać, że kontakt z kulturą przebiega wieloma torami i pozostaje mocno związany z lokalnym kontekstem, a jedna odziedziczona hierarchia nie wystarcza już do opisu naszych wyborów i nawyków.

Kultura, która wymyka się sztywnym kategoriom

Współczesne uczestnictwo w kulturze można porównać do sposobu jazdy, do którego stworzone są rowery gravelowe. Nie chodzi o jeden wyznaczony tor, lecz o swobodne przechodzenie między różnymi nawierzchniami i ścieżkami. Odbiorca może dziś sięgnąć po internetowy format, później wejść na lokalne wydarzenie, a potem wrócić do klasycznego tekstu lub koncertu, nie mając poczucia, że za każdym razem wchodzi w całkiem odrębną rzeczywistość.

Najciekawsze zjawiska kulturowe często rodzą się właśnie na styku porządków, które dawniej uznawano za rozłączne. Granice nadal istnieją, ale są mniej szczelne i słabiej sprawdzają się jako jedyne narzędzie opisu. Nie chodzi o twierdzenie, że wszystko ma tę samą wartość, lecz o uznanie, że drogi dojścia do ważnych doświadczeń kulturowych stały się bardziej ruchome i złożone.

Polski „teren wspólny”

Na polskim gruncie dobrze widać, że popkultura nie musi stać w opozycji do bardziej wymagających form, lecz często staje się drogą dojścia do nich. Twórczość sanah, jednej z najgłośniejszych postaci polskiej sceny popowej ostatnich lat, pokazuje, że muzyczny mainstream potrafi otwierać odbiorców na poezję i teksty mocno osadzone w tradycji literackiej. Gdy sięga po wiersze Czesława Miłosza, Juliusza Słowackiego, Agnieszki Osieckiej czy Bolesława Leśmiana, nie sprowadza ich do ozdobnego cytatu, lecz daje im nowe życie w formie piosenki. Dla części słuchaczy może to być pierwszy bliższy kontakt z utworami, które wcześniej kojarzyły się przede wszystkim ze szkolnym obowiązkiem.

Podobny mechanizm widać w filmie „Chłopi”, który przypomniał, że kanon może wrócić do szerokiej publiczności nie dlatego, że został uproszczony, ale dlatego, że nadano mu formę silnie działającą na wyobraźnię współczesnego odbiorcy. Malarska adaptacja powieści Reymonta pokazała, że dzieło mocno zakorzenione w tradycji może znów działać na wyobraźnię zbiorową, gdy trafia do odbiorców przez mocny współczesny język wizualny.

Także instytucje kojarzone z prestiżem otwierają się dziś na formy popularne. Dobrze widać to w projektach Miuosha z Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia, które pokazują, że taka instytucja nie traci swojej rangi, gdy otwiera się na język rapu i współczesną wrażliwość. Granica między popem a kanonem okazuje się wtedy raczej strefą kontaktu niż twardą linią podziału.

Właśnie taki przepływ dobrze opisuje też Witold Jakubowski w artykule Media i kultura popularna jako obszar studiów nad edukacją, w którym pokazuje, że media i kultura popularna nie są jedynie przestrzenią biernej konsumpcji, lecz także miejscem tworzenia znaczeń, tożsamości i wspólnot.

Co zyskujemy, gdy kultura przestaje być egzaminem z gustu?

Najważniejszy zysk to mniejszy lęk przed nieprzygotowaniem i mniejsza presja, by deklarować wyłącznie „właściwe” upodobania. Kiedy kontakt z kulturą mniej przypomina test z obycia, zostaje więcej przestrzeni na ciekawość, własne tempo i spokojne poszerzanie sposobów odbioru. Odbiorca nie musi udawać, że wie, jak należy czytać, oglądać albo oceniać dane dzieło. Może wejść w nie bez obawy, że odbierze je „nie tak” albo narazi się na czyjąś pobłażliwość. Ktoś, kto zaczyna od rzeczy dobrze sobie znanych i oswojonych, łatwiej sięga później po te, które wcześniej wydawały mu się nie dla niego albo zbyt odległe.

Nie oznacza to jednak zrównania wszystkiego ani rezygnacji z oceny. Przeciwnie, odbiorca zyskuje większą swobodę, by pytać precyzyjniej, co w danym utworze jest powierzchowne, co porusza, co zostało dobrze zrobione i do czego naprawdę chce się wrócić. Dzięki temu popkultura nie musi być traktowana jako przeciwieństwo bardziej wymagających form, lecz może stać się dla części odbiorców pierwszym kanałem kontaktu z nimi. Taki sposób uczestnictwa w kulturze jest dojrzalszy niż odruchowe zaszeregowanie według prestiżu. Ubywa napięcia, a kontakt ze sztuką staje się bardziej uczciwy i bardziej osobisty.

Dom kultury – miejsce spotkania różnych światów

Dom kultury jest jedną z niewielu lokalnych przestrzeni, w których różne porządki mogą spotkać się bez potrzeby ciągłego rozstrzygania, co stoi wyżej, a co niżej. Jego rola nie polega na obronie jednej definicji kultury, ale na tworzeniu sytuacji, w których można wejść w kontakt z czymś nowym bez poczucia, że trafiło się nie do swojego miejsca. To właśnie dlatego dom kultury bywa ważny zarówno dla osób oswojonych ze sztuką, jak i dla tych, które dopiero szukają własnej drogi odbioru.

Dla jednych początkiem będzie seans filmowy albo zapisanie dziecka na zajęcia plastyczne. Innych przyciągnie koncert, spotkanie autorskie, wystawa czy lokalny projekt pamięci. Te formy nie muszą mieć tej samej rangi, żeby współtworzyć jeden żywy obieg kultury. Dom kultury może być miejscem pierwszego kroku, powrotu albo po prostu stałej obecności w lokalnym życiu. Nie pilnuje szczelnej granicy między obiegami, lecz organizuje spotkanie między nimi.

Kultura nie musi być jednorodna, żeby była wartościowa

Być może największa zmiana polega na tym, że odbiorca nie musi już wybierać między deklaracją gustu a zwykłą ciekawością. Może uznać, że nie wszystko ma tę samą wagę, a zarazem nie zamykać się w przekonaniu, że tylko jeden rodzaj kontaktu ze sztuką zasługuje na powagę. To pozwala patrzeć uważniej i uczciwiej: pytać nie o to, do której półki należy dane dzieło, lecz co naprawdę z niego wynika dla mnie jako widza, słuchacza czy czytelnika. Taki sposób uczestnictwa jest mniej pokazowy, a bardziej osobisty. I chyba właśnie dlatego lepiej odpowiada temu, jak kultura działa dziś – nie jako egzamin z przynależności, lecz jako przestrzeń spotkania, sprawdzania siebie i stopniowego poszerzania własnej wrażliwości.

Źródła:

Autor: J.W.