Idea minimalizmu – mniej najczęściej znaczy więcej

Współczesność zdaje się nas popychać do nieustannej kumulacji „więcej”. Gromadzimy więcej rzeczy, konsumujemy więcej treści, poszukujemy więcej wrażeń. Taka pogoń nieuchronnie prowadzi jednak do stanu ciągłego przebodźcowania. Otaczają nas bowiem bodźce, nieustannie rywalizujące o naszą percepcję. Skutkiem tego jest zmęczenie, wrażenie chaosu oraz kłopoty ze skupieniem uwagi. Coraz powszechniej odczuwamy napięcie, zniecierpliwienie albo irytację. Te emocje zdają się stanowić już stały akompaniament naszej codzienności. Potwierdzają to statystyki Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS) – aż 28% Polaków przyznało, że dzień wcześniej odczuwało zdenerwowanie, zniecierpliwienie lub irytację. Jakkolwiek emocje te rodzą się w rozmaitych powszednich okolicznościach, równocześnie odbijają one presję, jaką generuje nadmiar informacji oraz deficyt przestrzeni na psychiczną regenerację. W reakcji na to dojmujące uczucie przeciążenia, budzi się w nas tęsknota za prostotą – również w sposobie, w jaki myślimy i doświadczamy rzeczywistości. Tytułowy minimalizmu nie definiuje się wyłącznie jako stylistyki wnętrzarskiej czy przelotnego trendu. Stanowi on raczej próbę przywrócenia wewnętrznej harmonii w czasach zdominowanych przez nadmiar. Jego wpływy obserwujemy sukcesywnie w coraz to nowych obszarach funkcjonowania – w tym również na gruncie kultury i sztuki.
Geneza minimalizmu – od sztuki do filozofii życia
Minimalizm nie zaistniał w próżni. Jego genealogii należy doszukiwać się w świecie artystycznym XX stulecia, w okresie rodzącej się intencji oczyszczenia formy i dotarcia do sedna materii. Donald Judd oraz często zestawiana z tym nurtem Agnes Martin eksplorowali esencję kształtu, próbując dotrzeć do czystej geometrii, rytmu i struktury. Ich dzieła udowadniały, że redukcja potrafi, paradoksalnie, generować niezwykłą siłę ekspresji. Analogiczne tendencje dojrzewały równolegle w odmiennych sferach twórczości. Szkoła Bauhaus, spajająca sztukę z rzemiosłem, promowała funkcjonalizm i przejrzystość wyrazu: „Forma podąża za funkcją” (Louis Sullivan). Wszystko, co uznano za zbyteczne, ustępowało miejsca rozwiązaniom autentycznie służącym celowi. W tym samym czasie na Dalekim Wschodzie japońska estetyka wabi-sabi wskazywała piękno ukryte w prostocie, niedoskonałości oraz przemijaniu. Chociaż nurty te rozwijały się niezależnie od siebie, łączyło je wspólne pragnienie klarowności i powściągliwości.
Z przestrzeni galeryjnych i manifestów artystycznych idee te przeniknęły do architektury, która zaczęła wyżej cenić przestronność, światło i harmonię aniżeli samą dekorację. Następnie oddziaływały na wzornictwo użytkowe, kształtując metody projektowania przedmiotów codziennego użytku. Stamtąd droga do adaptacji tych założeń jako postawy życiowej była już krótka. Dziś minimalizm przeistacza się w swoisty język, przy użyciu którego współczesny człowiek próbuje na nowo zdefiniować swoją relację z otoczeniem – staje się on narzędziem pozwalającym prostocie ewoluować w przestrzeń wypełnioną znaczeniem.
Codzienność w duchu „less is more”
Zasada „mniej znaczy więcej”, pierwotnie zakorzeniona w sztuce i architekturze, ewoluowała w autentyczną filozofię życiową. Skłania ona do przemyślanych wyborów i odnajdywania prostoty w powszednich sprawach. Współczesna kultura Zachodu nadaje minimalizmowi wyraz świadomej konsumpcji – postawy nakłaniającej do rewizji własnych potrzeb i decyzji zakupowych. Jej kwintesencją pozostaje pytanie: „Czy naprawdę tego potrzebuję?”.
Minimalizm wyznacza przestrzeń
Wiele osób inicjuje minimalistyczną metamorfozę, kiedy zaczyna organizować swoje najbliższe otoczenie. To popularny decluttering – świadoma redukcja posiadanych przedmiotów. Przestrzeń, z której zniknął nadmiar, odznacza się wyższą funkcjonalnością, a jednocześnie wprowadza atmosferę wewnętrznego spokoju. Sam gest usuwania rzeczy przestaje ciążyć niczym bolesna strata. Zmienia swoją optykę i staje się wyrazem powrotu do wolności. Właśnie dlatego materialne porządki pomagają uporządkować gonitwę myśli.
Minimalizm cyfrowy
Logika uporządkowania materialnego otoczenia skłania do zastanowienia nad sferą niematerialną. W tej drugiej egzystujemy obecnie coraz intensywniej. Wielu z nas poszukuje wytchnienia w cyfrowym detoksie. Idea ta nie polega na całkowitym odcięciu się od technologii. Chodzi raczej o odzyskanie kontroli – świadome limitowanie czasu absorbowanego przez sieć, redukowanie liczby aplikacji czy oczyszczanie cyfrowego ekosystemu. Takie działania uwalniają zasoby potrzebne dla głębokiej koncentracji. W tej optyce asceza przeistacza się w instrument. Staje się metodą na utrzymanie autentycznej obecności – życia „tu i teraz”, wolnego od wszechobecnego szumu.
Minimalizm w sferze relacji i aktywności zawodowej
Idea minimalizmu przenika także do sfery naszych ludzkich interakcji. W obszarze stosunków międzyludzkich stawia ona na jakość – preferujemy głęboką, prawdziwą więź z drugim człowiekiem. Na polu zawodowym ta filozofia skłania z kolei do skupienia się na działaniach znaczących, przynoszących realne, długofalowe owoce. Redukcja bodźców oraz natłoku powinności uwalnia przestrzeń na sprawy o autentycznej wadze. Odzyskujemy w ten sposób wewnętrzną równowagę i siłę do działania.
Minimalizm wkracza do szaf
Koncepcja szafy kapsułowej, postrzeganej jako jeden z najbardziej wyrazistych emblematów minimalizmu, bazuje na założeniu, że posiada się ograniczoną liczbę elementów garderoby. Powinny one być starannie wyselekcjonowane, odznaczać się ponadczasowym charakterem oraz wysoką jakością wykonania. Potencjał takiego rozwiązania wynika bezpośrednio z jego wszechstronności oraz łatwości dostosowania do osobistych preferencji.
Damska odsłona takiej garderoby przeważnie uwzględnia zestaw klasycznych koszul, sukienkę o prostym kroju, marynarkę oraz stonowane akcesoria. Panowie natomiast często kompletują swój zestaw, opierając go o świetnie skrojone spodnie męskie, gładkie koszulki i sneakersy. W każdej z tych konfiguracji priorytetem pozostaje harmonia, praktyczne zastosowanie oraz komfort użytkowania. Ostatecznie w garderobie utrzymują się wyłącznie te rzeczy, które współgrają z konkretną osobą.
W jakich sferach kultury przejawia się minimalizm?
Minimalizm wyznacza dzisiaj jeden z najsilniejszych trendów w obrębie naszej kultury. Jego obecność jest zauważalna w architekturze o monumentalnym charakterze, w intymnej przestrzeni scen teatralnych, w obiektach powszechnego użytku, a nawet w kreacjach cyfrowych. Projektanci, artyści oraz architekci chętnie operują językiem prostoty. Pozwala im on wyrażać złożone koncepcje, wprowadzać nastrój harmonii i spokoju lub podnosić funkcjonalność projektów.
Architektura i design
W tych dziedzinach minimalizm przejawia się nade wszystko jako dążenie do uzyskania czystej formy, którą definiuje jej przeznaczenie. Dominują w nim klarowne, geometryczne kształty, otwarte, obficie wypełnione światłem wnętrza oraz staranny dobór surowców naturalnego pochodzenia. Ten kierunek estetyczny nierzadko czerpie z tradycji japońskiej; w tamtejszej kulturze sama przestrzeń stanowi autonomiczną wartość. Inspiracje płyną również ze stylistyki skandynawskiej, która umiejętnie splata użytkowość z kameralną atmosferą i świetlistą paletą barw. Architekci hołdujący minimalizmowi – chociażby Tadao Ando, wirtuoz operujący światłem i betonem, czy John Pawson, ceniony za projekty łączące surowość z przyjaznością – udowadniają, iż powściągliwość potrafi być bardzo sugestywna. Minimalizm nie zawęża się jednak wyłącznie do imponujących obiektów architektonicznych. Jego zasady odnajdujemy w przedmiotach codziennego użytku. Handel zaadaptował tę filozofię jako własny środek wyrazu, proponując klientom artykuły użyteczne, harmonijne wizualnie i wolne od nachalności.
Nieskomplikowane, łatwe w obsłudze interfejsy użytkownika (UI) w aplikacjach mobilnych albo surowa estetyka współczesnych laptopów i smartfonów – trend wyznaczony przez Steve’a Jobsa – również stanowią bezpośrednią manifestację minimalistycznego podejścia. Jego zamysł polega na zniwelowaniu wszelkich barier oddzielających człowieka od funkcji urządzenia.
Moda z wyższej półki
Minimalizm w świecie mody obserwujemy go w codziennej praktyce, gdy świadomie organizujemy zawartość naszych szaf. Chodzi o komponowanie garderoby z rozmysłem, opierając ją na ograniczonej liczbie elementów. Prym wiodą tu funkcjonalność, wysoka jakość materiałów oraz przemyślana decyzja zakupowa. Tego rodzaju prostota nosi znamiona bardzo osobistego podejścia, nierzadko stanowi też wyraz buntu przeciwko konsumpcjonizmowi.
Inne oblicze minimalizmu to swoisty język luksusu i wyrafinowanego umiaru. Marki premium stopniowo rezygnują z nadmiernie dekoracyjnych krojów, poszukując inspiracji w czystych liniach, szlachetnych materiałach i precyzji rzemiosła. O wysokiej klasie produktu przesądza obecnie jego forma, faktura oraz przywiązanie wagi do najdrobniejszych szczegółów. Charakterystyczny dla tej tendencji tak zwany cichy luksus (ang. quiet luxury). W rozbuchanej rzeczywistości najwyższy segment mody chowa swój znak firmowy lub w ogóle z niego rezygnuje. I tak pośród najdroższych ubrań i akcesoriów odnajdziemy pozornie zwykły, biały t-shirt opatrzony jedynie drobnym napisem albo torebkę z niemal niedostrzegalnym emblematem.
Teatr i muzyka
Estetyka minimalizmu z siłą przeniknęła również do świata sztuk performatywnych. Dzisiejszy teatr nader często rezygnuje z pieczołowitego odtwarzania rzeczywistości poprzez rozbudowane dekoracje. W zamian, oprawę wizualną ogranicza się do absolutnej esencji (rzeczywistości). Ogołocona przestrzeń staje się dla aktora równorzędnym partnerem scenicznym. Takie rozwiązanie sprzyja pełnemu skupieniu uwagi widza na warsztacie aktorskim, niuansach wypowiadanego słowa i gęstości emocji. Głośna realizacja Czekając na Godota Samuela Becketta na scenie Teatru Narodowego w Warszawie dobrze ilustruje ten zamysł: ascetyczna oprawa wizualna wydatnie potęgowała egzystencjalny ciężar sztuki.
W dziedzinie muzyki, tendencja minimalistyczna zaistniała w latach 60. ubiegłego stulecia, a jej czołowymi przedstawicielami byli i wciąż są m.in. Steve Reich oraz Philip Glass. Kierunek ten stanowił radykalną kontrpropozycję wobec zawiłych, hermetycznych form ówczesnej awangardy. Twórcy postanowili skoncentrować się na prostocie materiału dźwiękowego i klarowności układów harmonicznych. Kompozycje te opierają się na wielokrotnym powtarzaniu krótkich fraz melodycznych (określanych mianem patternów) oraz na mocnym akcentowaniu struktur rytmicznych. Artyści ci świadomie zawężali instrumentarium. Jednocześnie poszukiwali inspiracji w tradycjach muzycznych kultur spoza Europy.
Minimalizm i jego sprzeczności – kiedy prostota kosztuje najwięcej
Minimalizm, który pierwotnie obiecywał wyzwolenie od nadmiaru przedmiotów i przywrócenie wewnętrznej harmonii, ewoluuje w kierunku stylu życia utożsamianego z wysokim statusem („estetyka elit”). Świadome ograniczenie posiadania na rzecz kilku starannie wyselekcjonowanych, luksusowych dóbr – wymaga przede wszystkim pokaźnych środków finansowych. Okazuje się, że nieskazitelnie pusta, harmonijnie zaaranżowana przestrzeń mieszkalna często pociąga za sobą wysokie koszty urządzenia i późniejszego dbania o nią. Tak oto dążenie do prostoty samo napędza specyficzną odmianę konsumpcjonizmu. Obserwujemy fenomen nabywania dóbr pod pretekstem „odmawiania sobie zakupów”. Ekskluzywne marki z powodzeniem oferują „minimalistyczny styl życia”, w praktyce utrwalając stare mechanizmy rynkowe.
Omawiana sprzeczność wykracza jednak poza wymiar czysto materialny. Ekspansja mediów społecznościowych sprawiła, że minimalizm objawił się również w świecie wirtualnym. Przybrał tam postać precyzyjnie wyreżyserowanych obrazów, dopieszczonych w najdrobniejszych szczegółach. Cyfrowy „minimalistyczny influencer” pokazuje egzystencję na pierwszy rzut oka nieskomplikowaną, lecz w rzeczywistości wystudiowaną do perfekcji. Kreuje w ten sposób kolejny, niemal nieosiągalny wzorzec. W rezultacie filozofia hołdująca umiarowi i autentyczności przekształca się w nowy rodzaj estetycznego współzawodnictwa. Prostota przestaje oferować wyzwolenie. Staje się wizerunkiem, który należy nieustannie pielęgnować, a nierzadko przeistacza się w kolejną powinność. Czy minimalizm nie przeistoczył się po prostu w następną metodę manifestowania własnego statusu? Koncepcja, która oferowała schronienie przed przymusem gromadzenia, ewoluuje w przymus posiadania ograniczonej liczby rzeczy – za to bardziej wysmakowanych, piękniejszych i nabywanych w sposób bardziej świadomy niż czynią to pozostali.
Minimalizm jako życiowa filozofia
Pomimo głosów krytycznych i pozornych sprzeczności, minimalizm opiera się na idei głęboko skoncentrowanej na człowieku. To usiłowanie odnalezienia znaczenia w rzeczywistości, która bezustannie absorbuje naszą percepcję. Postawa ta wywodzi się z tęsknoty za wewnętrzną równowagą – z dążenia do rozróżnienia elementów autentycznie nam służących od tych, które są wyłącznie przelotnym zgiełkiem. Stanowi on akt kontestacji natarczywości konsumpcjonizmu oraz dekoncentrującego nas pośpiechu. W samym jego sednie tkwi refleksja nad jakością egzystencji: jak wiele posiadanych przedmiotów faktycznie podnosi naszą kondycję, a jak wiele po prostu zagraca otoczenie – to materialne oraz mentalne? Możliwe, że to właśnie w zdolności do podejmowania suwerennych decyzji, a nie w samym wyrzeczeniu, odnajdujemy współczesny kształt wolności.
Źródła:
- Co czują Polacy? CBOS Flash – Centrum Badania Opinii Społecznej
- „FOMO 2022. Polacy a lęk przed odłączeniem” – raport z IV edycji badań
- PRM – platforma sprzedażowa
- Minimalizm (filozofia) – Wikipedia, wolna encyklopedia
- Wabi-sabi – Wikipedia, wolna encyklopedia
- Czekając na Godota – Wikipedia, wolna encyklopedia
Artykuł powstał we współpracy z partnerem serwisu.
Autorka tekstu: Joanna Ważny