Ocalone przez kulturę. Jak artyści, pisarze i reżyserzy zachowują pamięć o wymierających zawodach?

W dzisiejszych czasach coraz trudniej o kogoś, kto bez wahania potrafiłby wyjaśnić, czym zajmował się czapnik, bednarz albo latarnik. Zajęcia, które niegdyś były naturalnym elementem społecznego krajobrazu, coraz częściej znikają z języka i świadomości. Wraz z nimi odchodzą też fragmenty wiedzy przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Brak tej wiedzy u młodszych pokoleń odnotowano m.in. w raporcie „Edukacja dla pamięci” przygotowanym dla IPN. Gdy zawodzą tradycyjne formy przekazu, to właśnie twórczość artystyczna staje się przestrzenią przechowywania wspomnień. Pisarze, reżyserzy, malarze i fotografowie przejmują rolę dokumentalistów – nie tylko pokazują realia dawnych profesji, lecz także nadają im sens, emocjonalną głębię i symboliczne znaczenie. Ich dzieła przenoszą zapomniane zajęcia z warsztatów do kultury – miejsca, w którym mogą zostać zachowane.
Świat zawodów, które znikają z naszej codzienności
Zanik dawnych rzemiosł to proces, który rozpoczął się już w XIX wieku, a obecnie przyspiesza w wyniku gwałtownego rozwoju technologicznego. Zawody takie jak kowal, garncarz, kołodziej czy bednarz, przez stulecia niezbędne dla lokalnych społeczności, straciły na znaczeniu wraz z masową produkcją i uprzemysłowieniem. Zmieniły się potrzeby ludzi i styl życia – ręcznie kute przedmioty zastąpiono wyrobami fabrycznymi, a naturalne surowce wyparły tworzywa sztuczne. Na przestrzeni lat z mapy zniknęło wiele tradycyjnych specjalizacji, w tym także zawody usługowe, takie jak wędrowny ostrzyciel czy hafciarka.
Zniknięcie tych profesji oznacza nie tylko ubytek z punktu widzenia gospodarki, ale też utratę unikalnych kompetencji i tradycji. Rzemieślnicy byli nosicielami wiedzy, tradycyjnego know-how, którego nie znajdziemy w podręcznikach – wiedzy o materiałach, technikach i pracy z narzędziem. Jej brak to realne zagrożenie dla niematerialnego dziedzictwa, które może przepaść, jeśli nie zostanie zapisane lub przekazane dalej.
Zatrzymane w sztuce obrazy dawnej pracy
To właśnie sztuka staje się miejscem, gdzie zapomniane profesje mogą znaleźć nowe życie. Artyści, zafascynowani codziennością, która znika, rekonstruują ją z drobiazgową dokładnością i przywracają jej emocjonalny wymiar. Dzięki nim odbiorcy mogą nie tylko zobaczyć dawny warsztat, ale też poczuć rytm pracy i zrozumieć, co oznaczała dla tych, którzy ją wykonywali.
Żniwiarz – symbol pracy zgodnej z rytmem przyrody
Postać żniwiarza, uosabiająca ciężką pracę fizyczną i cykliczność życia wiejskiego, została szczególnie silnie obecna w polskiej kulturze. Wyjątkowy portret tego świata tworzy Reymont w „Chłopach”, przedstawiając z wielką pieczołowitością kolejne etapy zbiorów. Jego opis oddaje nie tylko obraz, lecz także klimat i napięcie towarzyszące żniwom:
Chałupy były pozawierane, bo wszystko, co jeno żyło i mogło się dźwignąć z miejsca, ruszało do żniw, że nawet dzieci, nawet stare i schorzałe, nawet pieski rwały się z postronków i ciągnęły od opustoszałych domostw za narodem. Że już na wszystkich polach, jak jeno było można sięgnąć okiem, w straszliwym skwarze, wśród zbóż złotawych, w rozmigotanem i ślepiącem powietrzu, od świtu do późnego wieczora połyskiwały sierpy i kosy, bielały koszule, czerwieniały wełniaki, gmerali się niestrudzenie ludzie i szła cicha, wytężona robota, i nikto się już nie lenił, na somsiadów nie oglądał, o niczem drugiem nie myślał, a jeno, przygięty nad zagonem kiej wół, w pocie czoła pracował.
(Władysław Reymont, „Chłopi”, Tom IV – Lato)
Ten intensywny obraz pracy na roli pojawia się także w malarstwie okresu Młodej Polski – Józef Chełmoński czy Leon Wyczółkowski przedstawiali pola pełne ludzi i ruchu. Najnowsza ekranizacja „Chłopów” przywraca te sceny na ekran, pozwalając widzom ponownie je przeżyć. Żniwiarzy zastąpiły dziś kombajny i ciągniki, ale artystyczne przedstawienia pomagają pamiętać, że niegdyś każde zboże było ścinane ręką człowieka.
Zdun – mistrz ciepła i bezpieczeństwa
W czasach przed upowszechnieniem centralnego ogrzewania zdun był postacią nieodzowną. To on odpowiadał za budowę pieca – źródła ciepła, gotowania i życia domowego. Jego wiedza łączyła znajomość materiałów, fizyki i precyzji wykonania. Jakość jego pracy wpływała bezpośrednio na komfort i bezpieczeństwo rodziny.
Choć rzadko staje się głównym bohaterem, postać zduna pojawia się w literaturze i filmie jako część codziennego świata dawnych społeczności. Jedną z najbardziej wyrazistych kreacji tego zawodu odnajdziemy w postaci Mirsza ze „Starej baśni” Józefa Ignacego Kraszewskiego. Obecnie zawód ten przeżywa częściowe odrodzenie – piec kaflowy staje się synonimem luksusu i ekologii. Dokumentacja starych wzorów i relacje praktyków są dziś źródłem inspiracji dla tych, którzy próbują wskrzesić tę zapomnianą profesję.
Kołodziej – fachowiec, bez którego trudno było żyć
Kołodziej, zajmujący się wyrobem kół, to postać, bez której trudno byłoby wyobrazić sobie funkcjonowanie dawnego świata. Dzięki niemu możliwy był transport, handel i mobilność armii. Wynalazek opony zmienił wszystko – sprawił, że zawód ten stał się zbędny. A jednak jego ślady odnajdujemy w mitologii narodowej – legendarny Piast Kołodziej, choć prawdopodobnie nie istniał naprawdę, na trwałe wpisał się w polską wyobraźnię jako symbol uczciwej pracy i przywiązania do wspólnoty.
Warsztat kołodziejski często pojawia się w tle historycznych opowieści i filmów, pomagając odtworzyć klimat epok przedprzemysłowych. Praca etnografów i muzealników pozwoliła szczegółowo udokumentować kolejne etapy wytwarzania koła – od suszenia drewna po dokładne dopasowanie metalowych elementów.
Latarnik – samotny stróż światła
Latarnik morski, dziś niemal całkowicie zastąpiony przez systemy automatyczne, w przeszłości odgrywał rolę kluczową – dbał o bezpieczeństwo żeglugi. Zawód ten, oprócz znaczenia praktycznego, nabrał głębokiego wymiaru symbolicznego dzięki literaturze. W noweli Sienkiewicza staje się metaforą samotności, obowiązku i wewnętrznego rozdarcia:
Zawakowało tedy miejsce latarnika, które trzeba było jak najprędzej obsadzić, ponieważ latarnia niemałe ma znaczenie tak dla ruchu miejscowego, jak i dla okrętów idących z New Yorku do Panamy. Zatoka Moskitów obfituje w piaszczyste ławice i zaspy, między którymi droga nawet w dzień jest trudna, w nocy zaś, zwłaszcza wśród mgieł podnoszących się często na tych ogrzewanych podzwrotnikowym słońcem wodach prawie niepodobna. Jedynym wówczas przewodnikiem dla licznych statków bywa światło latarni.
(Henryk Sienkiewicz, „Latarnik”)
Sienkiewicz pokazuje, jak wielka odpowiedzialność może ścierać się z ludzkimi emocjami i jak potężny wpływ na człowieka może mieć literatura. W efekcie powstaje historia uniwersalna, w której zawód nie jest jedynie funkcją, ale katalizatorem dramatycznych wyborów.
Ginące zawody w filmach, na scenie i w muzyce
Zawody, które dziś niemal zupełnie zniknęły, często wracają do życia za sprawą kultury – i to nie tylko w literaturze. Film, teatr czy piosenka również pełnią funkcję archiwum społecznej pamięci. Krótkie sceny i sugestywne obrazy wystarczą, by przypomnieć o realiach dawnego świata pracy.
- Młynarz – jedna z najważniejszych postaci w wiejskim krajobrazie dawnych lat, odpowiadająca za produkcję mąki, czyli podstawowego składnika codziennego pożywienia. Młyn, funkcjonujący jako centrum lokalnej społeczności, pełni znaczącą rolę w filmie „Znachor” – zarówno w klasycznej wersji Hoffmana, jak i we współczesnej ekranizacji Michała Gazdy. To właśnie tam trafia główny bohater, znajdując schronienie u Prokopa – człowieka oschłego na pierwszy rzut oka, lecz lojalnego i wrażliwego.
- Dorożkarz – zawód, który przez dziesięciolecia stanowił nieodłączny element miejskiego życia, dziś funkcjonujący głównie jako atrakcja w turystycznych częściach miast. Postać ta, przywodząca na myśl spokojniejsze tempo i nostalgiczny urok dawnej epoki, często pojawia się w filmach przedstawiających międzywojenną Warszawę, a także w warszawskich piosenkach z repertuaru Stanisława Grzesiuka.
- Zecer – drukarz ręcznie układający czcionki, zawód precyzyjny i czasochłonny, który całkowicie zniknął w erze cyfrowej. Proces ten, choć cichy i niedostrzegany, miał kluczowe znaczenie dla funkcjonowania prasy i został poruszająco ukazany w filmie „Czwarta władza” („The Post”) w reżyserii Stevena Spielberga – tam zecerzy stają się niemymi uczestnikami walki o niezależność mediów.
Dlaczego to wszystko ma znaczenie?
Zachowywanie pamięci o dawnych zawodach nie jest tylko hołdem dla przeszłości. To działanie mające realne znaczenie dla tożsamości społecznej. Pokazuje, jak wyglądało życie codzienne, jakie były relacje społeczne, czym była praca i jak wpływała na rozwój wspólnot. To także narzędzie budowania więzi międzypokoleniowych, które we współczesnym świecie coraz częściej się zacierają.
Odnajdywanie ginących profesji to lekcja historii, ale też impuls do namysłu nad własnym stosunkiem do pracy i rzemiosła. Powolność, uważność i poszanowanie dla materiału – to cechy, które można przeciwstawić współczesnemu pośpiechowi i standaryzacji. Dokumentując i odtwarzając te praktyki, przypominamy sobie, że za każdą umiejętnością kryje się nie tylko fach, lecz także postawa, emocja i odpowiedzialność.
Podsumowanie
W epoce, w której rozwój często oznacza zerwanie z tradycją, to właśnie twórczość artystyczna daje dawnym zawodom szansę na drugie życie. Dzieła filmowe, literackie i plastyczne sprawiają, że zapomniane profesje znów stają się obecne – nie jako archiwalna ciekawostka, lecz jako żywa część opowieści o człowieku i jego relacji ze światem. Dzięki nim pamięć o zawodach, które zniknęły z codzienności, nie gaśnie – przeciwnie, zyskuje nową formę i nowe znaczenie. Kultura nie tylko dokumentuje rzeczywistość, ale też nadaje jej sens – i właśnie dlatego może ocalić od zapomnienia to, co ulotne.
Źródła:
- Agro-Sieć
- Zdun, druciarz, sitarz … na szlaku ginących zawodów – NIKiDW
- Kołodziej – specjalista od produkcji wozów – NIKiDW
- Beczki, cebrzyki, balie – efekt pracy bednarza – NIKiDW
- Henryk Sienkiewicz, „Latarnik” – Wolne Lektury
- Władysław Reymont, „Chłopi”, Tom IV – Lato – Wolne Lektury
Artykuł powstał we współpracy z partnerem serwisu.
Autor tekstu: Joanna Ważny